Tysiąc ziaren piasku

Historiami z działań CIA czy KGB zapełniono kilometry taśmy filmowej i tysiące książek. Mało kto jednak wie, że w ostatnich latach Amerykanom i Rosjanom przybył wielki i niestrudzony konkurent – wywiad Chińskiej Republiki Ludowej. Jakie są metody i cele trzeciej największej służby wywiadowczej na świecie?
11 lutego o godz. 5.30 rano oficerowie FBI wtargnęli do domu Bergersenów w Alexandrii w stanie Virginia. 51-letniego Gregga, wysoko postawionego analityka Pentagonu, skuli kajdankami. Mężczyzna musiał być zaskoczony, kiedy odczytywano mu oskarżenie o współpracę z chińskim wywiadem. Bo jego znajomy Kuo Taishen, któremu miał niebawem przekazać kolejną porcję sekretów, jest z pochodzenia Tajwańczykiem.
Wszystko wskazuje na to, że Kuo Taishen, z zawodu handlarz mebli, przekonał Bergersena, by ten pomagał rządowi wyspy, którą komuniści z Pekinu od pół wieku uważają za swoją zbuntowaną prowincję. Analityk zaczął dostarczać znajomemu tajne zestawienia nowego uzbrojenia, które USA planowały przekazać Tajwanowi. Mężczyźni spotykali się restauracjach, a tuż przed aresztowaniem znów zarezerwowali stolik.
11 lutego agenci FBI pojmali jeszcze dwie osoby. Pierwszą był 33-letni łącznik między Kuo a chińskim wywiadem, drugą 72-letni Chung Dongfan, emerytowany inżynier amerykańskiego koncernu Boeing. Według FBI Chung, od lat mieszkający w USA, miał przekazać chińskiemu wywiadowi tajne materiały dotyczące promów kosmicznych, wojskowych samolotów transportowych C-17 oraz rakiet Delta IV, używanych do wynoszenia satelitów na orbitę okołoziemską. W jednym z maili wyznał swoim opiekunom, że „robi to dla ojczyzny”.


Nie duchy, ani astrolodzy, tylko szpiedzy

Po aresztowaniach całej czwórki w USA zapanowała atmosfera polowania na czarownice, bo podobne przypadki są wychwytywane coraz częściej. – Działalność chińskiego wywiadu osiągnęła poziom, jakiego nie obserwowaliśmy od czasów zimnej wojny – oświadczył niedawno Kenneth Wainstein, zastępca prokuratora generalnego USA ds. obrony narodowej. FBI wyliczyło, że szpiegostwem na rzecz Pekinu zajmują się w USA jakieś trzy tysiące firm.
Jak napisał niedawno „Washington Post”, Chiny stworzyły podziemny rynek
tajnych informacji, na którym firmy i instytucje z Państwa Środka skupują sekrety amerykańskiego rządu i biznesu. Amerykański kontrwywiad odkrył, że szpiegiem może zostać każdy, kto ma dostęp do wyników badań czy nowych projektów. Bo Chiny, niczym niegdyś Związek Radziecki, pragną za wszelką cenę nadrobić zaległości technologiczne kopiując gotowe rozwiązania. – To widać, kiedy w dwa, trzy lata Chiny dokonują czegoś, na co normalnie potrzeba dekady – podsumował kilka lat temu David Szady, były szef kontrwywiadu FBI.
– Nie da się ocenić, do jakiego stopnia rozwój Chin jest napędzany szpiegostwem – mówi „Dziennikowi” Adam Segal z Council on Foreign Relations w Waszyngtonie. – Niemniej, nie da się ukryć, że niektóre chińskie produkty wyglądają jak kopie cudzych rozwiązań.

W najgłośniejszym ubiegłorocznym przypadku z udziałem chińskich szpiegów Chi Mak, fachowiec z firmy pracującej dla Pentagonu, wyniósł z pracy twarde dyski, na których były dane o tzw. cichych napędach do łodzi podwodnych. US Navy ostrzega tymczasem, że już za 10 lat Chiny będą miały największą podwodną flotę na świecie.
Amerykanie, którzy na potęgę analizują obecnie działanie chińskiego wywiadu odkrywają, że mają do czynienia z przebiegłym przeciwnikiem łączącym metody wywiadowcze Wschodu i Zachodu. Chińska tradycja szpiegowska jest niemal tak stara, jak chińska cywilizacja. Już pięć wieków przed Chrystusem Sunzi, autor „Sztuki wojny”, najstarszego takiego traktatu na świecie, poświęcił specjalny rozdział wykorzystaniu szpiegów, wykazując zaskakująco współczesne rozumienie problemu. W czasach, gdy duchowi Rzeki Żółtej składano ofiary z ludzi, a wróżenie z przypiekanych kości wołu było rutynową praktyką urzędową na dworach chińskich władców, Sunzi rozwodził się nad zaletami podwójnych agentów i radził dowódcom, jak zdobyć wiedzę niezbędną do zwycięstwa: „Ani od duchów i bóstw, ani z podobieństwa do przeszłości, ani z gwiezdnych wyliczeń. Można to uzyskać tylko od ludzi, którzy znają sytuację wroga. Do tego potrzeba szpiegów.” Przez wieki chińscy cesarze doskonalili te nauki, a Mao Zedong nigdy nie zbudowałby Chin Ludowych, gdyby nie nieoceniona pomoc „chińskiego Berii” – Kang Shenga, który czystki wśród chińskich komunistów prowadził jeszcze wtedy, kiedy byli oni jeszcze niewiele znaczącą partyzantką.

Strategiczny błąd Europy

Nowoczesny wywiad narodził się w Chinach w latach 70., kiedy Mao zmarł, a jego następcy postanowili, że Państwo Środka otworzy się na świat. W marcu 1986 r. zadekretowano, że Chiny mają się stać mocarstwem technologicznym na wzór USA czy ZSRR – tak powstał rządowy „Program 386″. Problem w tym, że nowych technologii było wówczas w Chinach jak na lekarstwo. Po pierwsze dlatego, że w 1960 r. chińscy i radzieccy komuniści obrazili się na siebie, co przecięło strumień pomocy płynącej do Chin z Moskwy. Reżim Mao został pozostawiony sam sobie i utwierdził się w przekonaniu, że najlepiej odizolować się od świata. W efekcie, Chińczycy – w przeciwieństwie do innych demoludów – nie oglądali nawet transmisji z lądowania człowieka na Księżycu.
Po drugie, inwestorzy zagraniczni mieli się w Chinach dopiero pojawić. Nic dziwnego, że w latach 80. chiński reżim przypomniał sobie o naukach Sunzi. Wtedy wymyślono, że należy wykorzystać studentów, których władze zaczęły wypuszczać na zagraniczne studia.
– Chiński wywiad ma swoją specyfikę – opowiada nam anonimowo dyplomata jednego z europejskich krajów, który spędził dużo czasu w Chinach. – Do minimum ogranicza liczbę rezydentów, bo większą część pracy wykonują konfidenci. W tym celu Chiny na szeroką skalę korzystają ze swoich studentów na stypendiach zagranicznych. Tacy ludzie są selekcjonowani i poddawani szkoleniu już na początku studiów, najczęściej technicznych. Za granicą poświęcają się zdobywaniu wiedzy ze swej specjalizacji.

Mały strumyk studentów urósł dziś do ponad 100 tys. osób, które wyjeżdżają każdego roku z Chin po naukę na Zachód, głównie do USA i Wielkiej Brytanii. – Oczywiście niedorzecznością byłoby oskarżać o szpiegostwo wszystkich. Wystarczy jednak, że współpracować będzie na przykład jeden na dziesięciu, a i tak otrzymamy sporą liczbę. Ten system opary jest na lojalności. Od kiedy komunizm stracił swój urok, chiński rząd promuje nacjonalizm. Konfidenci, zachęcani do współpracy, słyszą, że ojczyzna tego potrzebuje – mówi nasz anonimowy informator.
W ten sposób Chiny ulepszyły strategię ZSRR, który również kradł na potęgę zachodnie technologie. Eksperci porównują oba wywiady za pomocą anegdoty: chiński i rosyjski wywiad dostają zadanie: zdobyć wiaderko piasku z pewnej plaży. Rosjanie wysyłają łódź podwodną, która nocą podwozi szpiegów na miejsce, a potem ich szybko zabiera. Chińczycy wysyłają tysiąc „turystów”, którzy wynoszą z plaży po jednym ziarnku. – Taka strategia sprawia, że chiński wywiad trudno złapać na gorącym uczynku – mówi „Dziennikowi” Claude Moniquet, dyrektor European Strategic Intelligence & Security Center w Brukseli. – To w Europie poważny problem, bo nasze elity, w przeciwieństwie do amerykańskich, zupełnie nie zdają sobie sprawy z zagrożenia, jakim stali się chińscy szpiedzy.
Kilka lat temu współpracownik chińskiego wywiadu poddał się belgijskiej Sûreté de l’État wyjawiając, że w europejskim przemyśle są setki chińskich szpiegów. Niedługo potem chińskich agentów na Karolinska Institutet w Sztokholmie odkryła miejscowa służba Säpo. W grudniu 2007 roku o zagrożeniu przypomniał niemiecki tygodnik „Spiegel” w raporcie „Die Gelben Spione” (Żółci szpiedzy). Pismo powołuje się na niemiecki kontrwywiad BfV twierdząc, że niemiecka gospodarka jest naszpikowana chińskimi szpiegami przemysłowymi, co stwarza poważne zagrożenie dla obronności kraju.
Według dyplomatycznych przecieków, to właśnie skuteczna chińska infiltracja sprawiła, że w 2003 r. Chiny doproszono do europejskiego systemu pozycjonowania satelitarnego Galileo, który ma być alternatywą dla amerykańskiego GPS. Twórcy uznali, że w ten sposób Pekin przynajmniej się dołoży do tego przedsięwzięcia. – Finał jest taki, że Chińczycy zamierzają budować własny system, Beidou, a Amerykanie zagrozili, że w razie wojny z Chinami będą zestrzeliwać satelity Galileo. Europa popełniła strategiczny błąd – ubolewa Claude Moniquet. – Jednym z celów integracji powinna być rozbudowa kontrwywiadu. Choćby dlatego, że dzięki swojemu wywiadowi Chiny zwiększają swoją obecność m.in. w Afryce, naruszając gospodarcze interesy państw europejskich. W ten sposób nikną miejsca pracy na Starym Kontynencie – dodaje.

Czas cyberwywiadu
Najnowszym kierunkiem, w którym rozwija się chiński wywiad jest internet. Chiny w tym roku prześcigną USA pod względem liczby internautów, stając się największym sieciowym rynkiem świata. Władze w Pekinie mają już spore doświadczenia w kontrolowaniu informacji płynących przez sieć, bo prowadzą projekt „Złota Tarcza” – bezprecedensowy w skali system internetowej cenzury, który angażuje 30 tys. cyberpolicjantów. Mimo to, poziom informatyzacji chińskich miast niewiele ustępuje Zachodowi, a miejscowi hakerzy – rekrutujący się z ponad 200 mln chińskich internautów – chętnie idą na współpracę z wywiadem Armii Ludowo-Wyzwoleńczej, który szuka najlepszych na nieformalnych konkursach. To oni w zeszłym roku złamali zabezpieczenia komputerów rządowych w USA, Niemczech, Francji i na Wyspach Brytyjskich.
Według najnowszego, marcowego raportu Pentagonu hakerzy, zdolni paraliżować militarne systemy informatyczne wroga, stanowią ważny element nowej doktryny wojennej Chin. – Łatwo sobie wyobrazić, co mogą osiągnąć Chiny, kiedy strategię tysiąca ziaren piasku zaczną wykorzystywać w sieci – mówi nasz informator. – Na pewno jednym z ich celów stanie się Polska. Od kiedy jesteście w NATO i Unii Europejskiej, interesują się Wami coraz bardziej.

Jest to poszerzona wersja tekstu, który ukazał się 8.3.2008 w „Dzienniku”.

wykop.pl

Komentarze (3)

[...] chińskie służby? O tym, że wywiad działa wśród studentów wyjeżdżających za granicę już kiedyś pisałem. Część zachodnich mediów zastanawia się, że być może i protesty były zainicjowane przez [...]

[...] Tysiąc ziaren piasku PERMALINK = „http://konradgodlewski.com/?p=1072″ 28 sierpień 2009 w Chiny, Polska [...]

[...] przepadł jak kamień w wodę właśnie za sprawą Chińczyków (i przed takimi zagrożeniami ostrzegał Papierowy Tygrys), ale do umowy znów się nikt nie [...]

To, co tygrysy lubią najbardziej

Wstukaj komentarz. Możesz używać HTML, łącznie z linkami.
Następnie kliknij "wstaw komentarz".
Twój wpis będzie widoczny po odświeżeniu strony.

Podgląd: