Jestem na czarnej liście

Drodzy Czytelnicy,

Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu spotkało mnie wielkie „wyróżnienie” ze strony władz w Pekinie. Jak dowiedziałem się w ub. środę (30 czerwca) w warszawskim konsulacie, zostałem wpisany na „czarną listę” dziennikarzy. I tym samym odmówiono mi wizy wjazdowej na terytorium ChRL.

Dla mnie – a zapewne także dla wszystkich, którzy śledzą tego bloga – jest to zaskakująca wiadomość. Od kilku lat przekonywałem w polskiej prasie, że współczesne Chiny to państwo, z którym trzeba się liczyć; które trzeba rozumieć i znać, najlepiej z autopsji. Broniłem Chin przed nieuczciwą krytyką w czasie olimpiady, popularyzowałem chińską kulturę, zachęcałem do nauki mandaryńskiego.

Z drugiej strony, pisałem m.in. o uciekinierach z Tybetu, którym strzelano w plecy w czasie ucieczki przez Himalaje; o współprojektancie Stadionu Narodowego w Pekinie, który zbojkotował otwarcie Igrzysk; o cenzurze w chińskim Internecie i o jej gospodarczym wymiarze; o urzędowym zacieraniu pamięci o wydarzeniach pekińskiej wiosny 1989 roku. A ostatnio m.in. przetłumaczyłem internetową rozmowę dalajlamy z chińskim społeczeństwem, przeprowadzoną bez pośrednictwa władz ChRL.

Teraz – jak się domyślam z zastosowanej wobec mnie sankcji – powinienem „uzupełnić” swoją wiedzę, bo najwyraźniej nie mam zielonego pojęcia o funkcjonowaniu chińskich władz.

Samokrytyki jednak nie złożę. Zawsze starałem się traktować Państwo Środka – i jego przeciwników – z obiektywizmem. Przekonania, że wykonywałem swoją robotę najlepiej jak potrafiłem, nikt mi nie odbierze. Wejście na czarną listę poczytuję sobie nawet za zaszczyt – spis zagranicznych dziennikarzy i badaczy, których ukarano w podobny sposób, to doborowe towarzystwo.

Niemniej, sankcja, którą we mnie wymierzono jest bolesna i spada na mnie w trudnym momencie, kiedy jestem zmuszony funkcjonować jako wolny strzelec, bo żadna polska redakcja prasowa, nie potrzebuje stałego korespondenta w Chinach (mają ich tylko media elektroniczne: Polskie Radio i Polsat News). To tak, jakby zabrać rybakowi łódź: może on jedynie patrzeć na morze, ale pożeglować po nim już mu nie wolno. O ile mi wiadomo, jest to w światku polskich mediów sprawa precedensowa. W podobny sposób wyróżniono w ostatnim czasie jeszcze tylko jedną polską dziennikarkę – Marię Kruczkowską z „GW”.

Jednocześnie dzieje się to wszystko w chwili, kiedy stosunki polsko-chińskie są najlepsze od lat, o czym sam zresztą pisałem. Sukces polskiej ekspozycji na wystawie Expo skłania polskie władze i polskich przedsiębiorców do snucia rozmaitych planów na przyszłość.

Mam nadzieję, że przykład mój – i mojej koleżanki – stanie się w Polsce przyczynkiem do dyskusji o naszej polityce dalekowschodniej i o obrazie Chin w polskich mediach. Sprawa jest poważna, tak jak poważna jest rosnąca rola nowego mocarstwa. I sprowadza się ni mniej, ni więcej do tego, czy za Wielki Mur będziemy jeździć na kolanach, czy z podniesionym czołem.

Dzięki za wszelkie komentarze i za śledzenie niniejszego bloga.

Pozdrawiam,

Konrad Godlewski

PS Jeżeli komuś przytrafiła się podobna sytuacja, proszę o kontakt. Informację w naszej sprawie zamieścił International Press Institute w Wiedniu.

wykop.pl

Komentarze (15)

melaroza5 lipca 2010 at 6:25 pm

Tez nie rozumiem. Twój blog jest kopalnią wiedzy o tym egzotycznym kraju, która pozwalała go zrozumieć. Szkoda.

Tomek Surdel5 lipca 2010 at 6:32 pm

Nie żebym się chwalił, bo – mimo wszystko – jakiś specjalny powód do dumy to nie jest, ale mnie także spotkała podobna nagroda. Było to 9 lat temu i nie wiem czy wciąż jestem na czarnej liście… Niemniej do tej pory mam oficjalny list z chińskiej ambasady, w którym – w mało dyplomatyczny sposób – się mnie wyzywa. Kuriozalny dokument…
Co ciekawsze, ja o Chinach nie pisałem prawie nigdy.

Tu troche o całej sprawie:
http://www.ifex.org/china/2001/04/16/chinese_diplomatic_mission_in_geneva/

[...] This post was mentioned on Twitter by Tomasz Surdel. Tomasz Surdel said: RT @PapierowyTygrys: Jestem na czarnej liście http://goo.gl/fb/jzef8 [...]

blunatik5 lipca 2010 at 7:57 pm

Przykro mi to słyszeć. Wyobrażam sobie, że w takiej sytuacji najgorsza jest ta bezsilność.

Być może znasz ten artykuł, dość ciekawie o sprawie w nieco innym kontekście:
http://www.insidehighered.com/news/2008/07/14/china

mistyone5 lipca 2010 at 10:03 pm

Chińczycy strzelają sobie w stopę. Pańskie materiały dotyczące Chin były i są zawsze wyważone i różne od często czarnegom jednostronnego wizerunku Chin kultywanego przez wielu polskich żurnalistów, którzy z wizą problemów nie mają (pewnie dlatego, że o Chinach wspominają tylko od święta…). Cóż, miejmy nadzieję, że wynika to „tylko” z nadgorliwości urzędasów w polskim konsulacie.

mistyone5 lipca 2010 at 11:11 pm

Acha, jeszcze jedno, bo sprawa mnie zasmuciła i nie daje spokoju (bardzo cenię sobie pana bloga i artykuły). Czy będzie akcja z listem sprzeciwu, czy też apelem do władz chińskich i zbieranie podpisów wśród dziennikarzy, naukowców, biznesmenów, artystłw i wszystkich związanych z Chinami? Byłoby super, gdyby tak dało się zmienić ich decyzję… chociaż nie mam pojęcia, w jaki sposób podchodzą oni do takich akcji.

Niamey6 lipca 2010 at 1:26 am

Właśnie się dowiedziałam i od razu weszłam na blog :/ Potwornie przygnębiająca sprawa, jakie to daje perspektywy dla ludzi zajmujących się tą tematyką? Zastanawiam się czy to nie skutek bezwładnego działania machiny biurokracyjnej – ktoś automatycznie wrzucił nazwisko dziennikarza pojawiającego się w kontekście Dalajlamy i teraz nikogo nie obchodzi czy to miało, czy też nie miało sensu. Wielka szkoda. Mam tylko nadzieję, że może uda się tę sprawę wyjaśnić.

Suiseki6 lipca 2010 at 1:48 pm

Chińscy urzędnicy śledzący „niewłaściwe” zachowania w zagranicznym internecie próbują zastosować te same metody co u siebie. Wydaje im się, że jeśli postraszą kilka osób dla przykładu, to inni zaczną stosować autocenzurę. Proszę nie przeceniać swojej roli w krzewieniu chińskiej kultury w oczach tych szpicli. Właśnie Pan jest najlepszym do napiętnowania. Komunistom nie zależy, żeby o Chinach pisały osoby zorientowane i świadome wad i zalet. Oni chcą wspierać ignorantów piszących laurki. Chiny to smok, można podziwiać ale nie da się z nim bawić bez ryzyka odgryzienia ręki. Tutaj właśnie działa zasada, że przy skaleczeniu palca odcina się całą rękę, tak na wszelki wypadek.

dawidjuraszek7 lipca 2010 at 7:23 am

mistyone, właśnie takie zachowana Pekinu pokazują, że ów „czarny jednostronny wizerunek” nie bierze się znikąd.

Akurat dziś zrobiłem dwie rzeczy niejako związane z tematem – odebrałem z biura bezpieczeństwa publicznego paszport z przedłużeniem zezwolenia na pobyt (żadnych kłopotów, bardzo mili mundurowcy), a w drodze powrotnej kupiłem w księgarni Xinhua „1984″ Orwella (wydanie podwójne angielsko-chińskie, z tekstem na okładce, że jest to ostrzeżenie przed totalitaryzmem i zapis zdrady rewolucji przez jej orędowników…). Wracam, a tu w Tok FM taka wiadomość.

Pozostaje życzyć zmiany mentalności na szczytach władzy.

Piotr15 lipca 2010 at 10:58 am

Ja odbierałem Twojego bloga jako przepełnionego aktywizmem politycznym, z dużą zawartością tematów dotyczących polityki.
Jakoś mnie mnie dziwiło twoje dosyć protekcjonalne podejście i duża Twoja nadzieja, że Chiny mają się szybko zmienić by spełnić twoje oczekiwania w jaki sposób ma funkcjonować ich państwo.
Dziwiło mnie Twoje podejście, oczekiwanie, że zmiany będą szybkie.

Poza tym niestety dość widoczne było u Ciebie charakterystycznie dla większości polskich dziennikarzy wyraźne pokazywanie własnych politycznych poglądów w wypowiedziach.
Twój blog czytało się jako blog wręcz aktywisty politycznego.
Okazuje się, że dla Chińskich urzędników twoje podejście było nie do zaakceptowania.

Mimo tej dość poważnej wady twój blog dla mnie (i wielu innych) jest jednym z głównych źródeł wiedzy o Chinach.
Niestety Wiedza Polaków o Chinach mocno zubożenie przez ten zakaz wjazdu.

No cóż, to „wyróżnienie” twojej osoby jest chyba w pewnym sensie wynikiem tego, że jesteś w ścisłej czołówce osób piszących po polsku o Chinach i nie mogłeś ujść uwadze urzędników.

Swoją droga czytałem ostatnio (kilka dni temu) wypowiedz osoby która zna Chiny i często tam bywa, że Chińczycy źle reagują na pouczanie i jak widać…

Konrad Godlewski15 lipca 2010 at 9:14 pm

@Piotr
Dzięki za krytyczny komentarz. Niemniej, nasze definicje aktywizmu politycznego są chyba rozbieżne. Ja nigdzie nie nawoływałem do (a) zakładania partii (b) obalania rządów (c) wzniecania powstań (d) itp. Jeżeli samo opisywanie Chin to dla Ciebie aktywizm, to mnie to bardzo dziwi i zasmuca.
Polacy też źle reagują na pouczanie, ale polski rząd w takich sytuacjach reaguje inaczej.

Piotr15 lipca 2010 at 11:37 pm

@Konrad

Generalnie mój głos bierze się stąd, że po prostu pisanie o polityce mnie mało interesuje (szczególnie w wypadku Chin).
Więc stąd moje dość ostre spojrzenie.
Porównaj swój blog pod względem ilości polityki z blogiem Bxy.
Tam jest bardzo delikatne podejście wobec polityki.

To co powiedziałeś (zgadzam się z tym) w radiu jest moim zdaniem niestety prawdziwe, w takiej sytuacji jak ta chiny mogą po prostu upierać się przy swoim, by „zachować twarz”.

Co do Chin i ich wrażliwości na pouczanie?
Idą swoją drogą wbrew radom i pokazują, że są różne modele państw i ich pomysł jest realny.

Akurat my Polacy moim zdaniem na pouczanie reagujemy inaczej – myślę, że dużo bardziej od
Chińczyków się przejmujemy i je stosujemy.

Konrad Godlewski16 lipca 2010 at 9:08 am

Moim skromnym zdaniem, trudno interesować się Chinami nie zwracając uwagi na politykę. Jak w każdym kraju o komunistycznym ustroju, polityka jest tam wszechobecna. Nawet najbardziej banalne kwestie mogę nabrać politycznego wymiaru.

Inna sprawa, że w ostatnich latach rola polityki osłabła, a życie codzienne uwolniło się od rozmaitych rygorów. Chiny to nie Korea Płn., a kiedy byłem tam na stypendium – tak jak bxy – byłem wystarczająco zajęty obserwowaniem tego, co dookoła. Na pozór wszystko wygląda normalnie. Ludzie krecą się, pracują, zarabiają na chleb. Sama odmienność życia, jest wystarczająco zajmująca i o tym – co zrozumiałe – pisze większość blogerów.

Ale jeżeli znasz język i wiesz, gdzie patrzeć, możesz różne rzeczy zobaczyć. Na przykład w przedziale w pociągu człowiek, który właśnie wrócił z Kanady, opowiada współpasażerom jak tam jest. Zachwala wolne wybory. Nagle przychodzi konduktor i wszyscy milkną.

Chiny oczywiście idą swoją drogą, ale ich „odmienny model” to jak najbardziej kwestia polityczna, bo ma legitymizować władzę partii komunistycznej. Być może wygrałaby ona dzięki niemu wolne wybory. A może nie? Sam fakt, że nie chce się poddać takiej weryfikacji – za wyjątkiem lokalnych wyborów, głównie na wsi – jest znaczący.

djuraszek24 lipca 2010 at 6:04 pm

Zarzut zbyt częstego poruszania tematów politycznych w kontekście Chin jest absurdalny. Rozumiem, że doskonała relacja z USA to taka, która skupia się na grilowaniu na przedmieściach, wycieczkach do Yellowstone i zadzieraniu głowy pod wysokościowcami Manhattanu? Co tam zresztą USA – czy temat np. konserwatyzmu i liberalizmu w polskim społeczeństwie nie powinien interesować zagranicznych korespondentów, którzy niech się interesują wyłącznie koronkarstwem, pisankami i listą przebojów radia Zet?

Odbyłem niedawno długą rozmowę podczas jeszcze dłuższej jazdy pociągiem z młodym członkiem KPCh (po angielsku). Sam pytał mnie np. o miejsce homoseksualistów w społeczeństwie, o wybory, sam mówił, że dobrze byłoby wybierać spośród dwóch realnych kandydatów na wysokie stanowiska, bo aktualna sytuacja, kiedy np. z 10 kandydatów na niskim szczeblu wybranych zostaje 9 to kpina nie wybory – to jego słowa. Rozumiem, że gdybym o tym gdzieś napisał, to popełniłbym grzech „aktywizmu”?

Od tematu polityki nie można uciec. Nie można też udawać, że nie ma sprawy, bo jakoby każdy system jest dobry, bo nie wolno oceniać, bo wszystko jest względne, bo to inna kultura (a są takie głosy). Konrad ostatnim akapitem poprzedniego posta utrafił w sedno. Nie można zaprzeczyć, że obecne władze Chin osiągnęły naprawdę wiele i mają dzięki temu poparcie wielu obywateli. Swoje osiągnięcia poddają jednak w wątpliwość nie decydując się na ich demokratyczną weryfikację – ze szkodą dla wszystkich, włącznie z samymi sobą.

Wojtek inżynier25 sierpnia 2010 at 4:29 pm

Bardzo współczuję i jednak gratuluję – wbrew temu, co pisał znacznie wcześniej przedmówca – być niechcianym przez władzę, która ma krew na rękach (jak pewnie większość rządów na świecie, jednak wiadomo o co chodzi), to na pewno nie jest wątpliwe wyróznienie.

Niemniej współczuję, gdyż Pana największy atut – zorientowanie w Chinach i umiejętność obserwowania i rozumienia tego kraju, został mocno osłabiony na rynku pracy. Czekałem, keidy zostanie Pan korespondentem TVP/Polsatu, pewnie jeszcze poczekam :-/

Życzę powodzenia i dziękuję, że założył Pan tę stronę. Dla ciekawych świata jest ona bezcenna.

Czytelnik od wielu lat na salonie24, a potem tutaj.

To, co tygrysy lubią najbardziej

Wstukaj komentarz. Możesz używać HTML, łącznie z linkami.
Następnie kliknij "wstaw komentarz".
Twój wpis będzie widoczny po odświeżeniu strony.

Podgląd: