Autentyczny chiński hardkor
Jednemu z moich czytelników nie podoba się „Tang Dynasty”. Słusznie zauważa, że „pierwsza chińska kapela heavymetalowa” w zasadzie nie gra metalu. No dobra, ale zastanówmy się jakże odległy jest metal od chińskiej tradycji. To przecież inna skala (pentatonika), inne faktury, rytm, instrumentarium… Inna wrażliwość.
Przyjrzyjmy się powyższemu kawałkowi – to jedna z najsłynniejszych kompozycji na chińską mandolinę, czyli pipę. Utwór pochodzi z czasów dynastii Ming, ale moim zdaniem ma wszystkie cechy kawałka deathmetalowego. Są tu więc ostre riffy, drapieżne skoki po gryfie, nagłe zmiany rytmu i młócka po wszystkich strunach. Tylko tempo jest może ciut za wolne.
Zakochałem się w tym utworze, bo przypadkiem trafił się na płycie z klasyką, którą przywiozłem sobie z pierwszej podróży do Chin. Kilka lat później wybierałem się na pokaz prasowy „Domu latających sztyletów” Zhanga Yimou i zacząłem grzebać, co o filmie napisała chińska prasa. Wyszukałem oryginalny tytuł i coś mi zaczęło świtać. To przecież nazwa tego utworu!
„十面埋伏” (Shi Mian Maifu), czyli „Zasadzka z dziesięciu stron”.
Utwór opowiada o ostatnich chwilach generała Xiang Yu z państwa Chu, pokonanego przez Liu Banga, założyciela dynastii Han. Jak na chińską wojnę przystało, wojska Liu wygrały uciekając się do psychologicznego fortelu: przed decydującą bitwą dowódca kazał ludziom śpiewać piosenki z Chu, by sprawić wrażenie, że krajanie Xiang Yu przeszli już na stronę wroga. Generał się załamał, podobnie jak cała jego armia. Mimo to, żelazna gwardia desperatów poszarżowała na wroga, wpadając w tytułowe zasadzki.
Potem było trochę tak, jak z dziesięcioma murzynkami. Kolejni żołnierze ginęli, a Xiang Yu uchodził pogoni przez wąwóz, przez bagno, nad rzekę. W końcu został sam. Mógł dać dyla, ale wybrał rozwiązanie honorowe. Rzucił się do walki i samowtór zarżnął wielu nieprzyjaciół. A gdy został ciężko ranny, po prostu podciął sobie gardło.
Ta smutna historia idealnie nadaje się, by z polskiej strony nawiązać z Chinami dialog. W końcu u nas też nie brakowało takich straceńców. Na YouTubie wygrzebałem ciekawą rzecz – chińsko-polskie wykonanie „Shi Mian Mai Fu” na gitarę elektryczną i elektryczną pipę. Szkoda, że jakość jest taka kiepska, bo momentami brzmi to ciekawie.
A na koniec jeszcze jedna ciekawostka – „Shi Mian Mai Fu” na gitarę klasyczną.
PS
Link do wpisu o „Tang Dynasty”.











































Dzieki za ten wpis – mam nadzieje, ze czesciej bedzie mozna poczytac o ‘alternawtynej’ chinskiej muzyce. W Europie wystarczy spytac licealistow, ba! wystarczyc popatrzec na ich koszulki, by sie dowiedziec o roznych rodzajach muzyki. A tu… wszyscy sluchaja tego cukierkowego popu.
. W kazdym razie, plyta Epic.
Czy istnieje tu rock industrialny (poza chinskim Rammsteinem o ktorym juz pisales)? Muzyka eksperymentalna? Jazz?
A tak na marginesie, mi sie Tang Dynasty podoba
Jeszcze jest wersja rap : ))):
Super. Aż mi kapcie spadły z wrażenia!
Wrzucam jeszcze kilka ciekawych interpretacji:
To scenę co wspominałeś o Xiang Yu niedawno wrzuciłem na YT: http://www.youtube.com/zieba#p/u/7/OBH9wcynMb8&fmt=18
Enjoy!
@W4arbird
Dzięki, bardzo fajna ekranizacja. A kanalik na Tubie też super.
Pozdrawiam
Dzięki.
pozdrawiam