Młodzi, gniewni i żółci

Są młodzi, wykształceni. Żyją w dużych miastach, a nawet studiują za granicą. Internet to dla nich drugie życie. Mieli być nadzieją na demokratyzację China, ale wolą się wściekać na Japonię i na Zachód. Pytają: czemu nasz rząd nie zacznie wreszcie wojny z USA?

W Chinach przezwano ich fenqing (wym. fen-ćsing), czyli dosłownie „gniewna młodzież”. To termin z czasów rewolucji kulturalnej, którym określano najbardziej radykalne grupy hunwejbinów. Byli to młodzi ludzie, którzy palili książki wydrukowane w burżujskich językach, rąbali siekierami pianina i defenestrowali wrogów ludu. Myśleli, że służą rewolucji, ale tak naprawdę to Mao Zedong poszczuł ich przeciw swoim przeciwnikom.

Tu wtręt historyczny, fakt ważny, a w Polsce kompletnie nieznany: jedną z ofiar fenqing był Deng Pufang, starszy syn Deng Xiaopinga – faceta, który stworzył dzisiejsze Chiny, a za rewolucji poszedł na krótko w odstawkę. Młody Deng był przez hunwejbinów torturowany, a potem wyleciał z czwartego piętra i do dziś jest częściowo sparaliżowany. Jego tatuś po 1978 roku zrobił wiele, by skończyła się w Chinach wszechwładza ideologii i by zapanował pragmatyzm. Wiosną 1989 roku stary Deng stanął jednak w Pekinie naprzeciw innej, „wściekłej młodzieży”, która tym razem domagała się socjalizmu z ludzką twarzą, a nawet demokracji. Jak to się skończyło, wie każdy.

Współcześni fenqing uważają, że Chiny wynalazły lepszy system niż zachód, czego najlepszym dowodem jest dla nich dwucyfrowy wzrost PKB, wieżowce wyrastające jak grzyby po deszczu i inne chińskie sukcesy, choćby w kosmosie.

Oni często jeżdżą na Zachód i nierzadko wiedzą o nas więcej, niż my o Chinach. Po ostatnich wydarzeniach w Tybecie wielu fenqing po prostu się na nas wścieka. Uważają, że Zachód jest do Państwa Środka uprzedzony (tu jak bumerang wracają niesławne wojny opiumowe i rozdrapywanie Chin na koncesje), że zachodnie media biorą stronę Tybetańczyków i kłamią. Wierzą, że Zachód chce odebrać Pekinowi olimpiadę i oderwać Tybet od macierzy.

Ostatnie wypadki to rzecz kompletnie bez precedensu: fenqing zaczynają działać na Zachodzie, w samym sercu cywilizacji, która miał ich uwieść swymi wartościami, prawami człowieka. Na Uniwersytecie Duke w USA to oni zagrozili śmercią koleżance, mianowanej „zdrajczynią”, za to, że rozmawiała z Tybetańczykami.

To oni zorganizowali weekendowe manifestacje w Paryżu, Los Angeles, Manchesterze i wielu chińskich miastach. To oni nakręcają bojkot Carrefoura, który ma osiągnąć apogeum 1 maja, kiedy wypada tzw. złoty weekend – największe konsumpcjonistyczne święto ChRL, w którym sklepowe promocje zastąpiły pochody sprzed lat.

Otwarte pozostaje pytanie: do jakiego stopnia fenqing są manipulowani przez chińskie służby? O tym, że wywiad działa wśród studentów wyjeżdżających za granicę już kiedyś pisałem. Część zachodnich mediów zastanawia się, że być może i protesty były zainicjowane przez władze, które teraz tracą nad nimi kontrolę.

Istnieją jednak i dowody, że działalność młodych gniewnych jest w dużej mierze spontaniczna — tu przytyk w stronę pewnego prominentnego blogera, który nie widzi różnicy między Chinami i PRL. Ponieważ ów osobnik fascynuje się grami komputerowymi, podam przykład dopasowany do jego wrażliwości.

Otóź w pewnej chińskiej grze sieciowej pojawiła się dwa lata temu grafika przypominająca trochę japońską flagę.

Chińscy gracze – typowi fenqing – urządzili więc wielką manifestację przeciw zakamuflowanemu symbolowi wrogiej Japonii. W szczytowym momencie w tym osobliwym flashmobie brało udział 10 tys. graczy.

Ile trzeba mieć złej woli, żeby przyczepić się takiego szczegółu?
To mogą wiedzieć tylko młodzi Chińczycy.

Ja w każdym razie nie wierzę, żeby Biuro Bezpieczeństwa Publicznego w Pekinie doszło już do takiego stopnia wyrafinowania, by podsycać resentyment przeciw Japonii w MMORPG.

wykop.pl

Komentarze (2)

[...] takie, jak wyborażają sobie zwolennicy demokracji.O czym już kiedyś pisałem omawiając fenomen fenqing, chińscy internauci wyciągnęli z całej histori własne [...]

[...] chińskich odbiorców, szczególnie rozentuzjazmowanym fenqigom, nie podoba się człowieczeństwo, emanujące z japońskiego sierżanta. Wolą sobie agresora [...]

To, co tygrysy lubią najbardziej

Wstukaj komentarz. Możesz używać HTML, łącznie z linkami.
Następnie kliknij "wstaw komentarz".
Twój wpis będzie widoczny po odświeżeniu strony.

Podgląd: