Ujguryzacja Tybetańczyków
Tybetańczycy szykują oddziały samobójcze, które mają dokonać sabotażu Igrzysk w Pekinie i doprowadzić do rozpadu Chińskiej Republiki Ludowej – ogłosił Wu Heping, rzecznik chińskiego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego.
Jak Chiny poradzą sobie z kryzysem tybetańskim? – to pytanie zadaję sobie od kilkunastu dni z zawodowej ciekawości. Techniki propagandy to moje hobby, a chińskie władze – podobnie jak upadająca ekipa Saddama Husajna w 2003 r. – są obecnie rzadkim przykładem reżimu, który uprawia dezinformację na skalę globalną.
Dlatego nie zdziwiłem się wcale, kiedy pan Wu podał, że w klasztorach w Tybecie po ostatnich zdarzeniach znaleziono 178 sztuk broni palnej, 13,013 pocisków, 359 mieczy, 3,504 kilogramów dynamitu, 19,360 detonatorów oraz 2 granaty ręczne. Wiem, że nic nie dodaje przekazowi wiarygodności jak liczby. 98 proc. Polek wybiera krem wiadomej maści, jogurt pewnej marki zamieni Cię w hipermena jedynie w siedem dni, a te dwa granaty ręczne – czemu tylko tyle? – w podobny sposób rozpalają moją wyboraźnię. Przypuszczam, że jeden był na Hu Jintao, ale ten drugi…?
Tybetańczycy padają ofiarą własnej strategii, w której zaczęli się lansować na ludzi kompletnie nie używających przemocy. To nieprawda. Walczy i z płk. Younghusbandem, który próbował ich podporządkować koronie brytyjskiej w 1904 r. i z chińską interwencją w latach 1910-11. Stawili opór Chińczykom, i podczas inwazji w 1950-51, a potem w trakcie powstania 1956-59.
Kiedy dalajlama zaczął negocjować z Dengiem rezygnację z niepodległości za rzeczywistą autonomię, strategię zmieniono, co przypieczętowała Pokojowa Nagroda Nobla dla dalajlamy. Ten przekaz wzmocnił sam XIV Dalajlama jeżdżąc po świecie oraz jego admiratorzy w Hollywood, szukający rozpaczliwie jakiegoś autorytetu w świecie, w którym wszystkie poobalano. Bo wiadomo, że JP2 kompletnie się do tego nie nadawał…
Kiedy 14 marca Tybetańczycy zaczęli palić chińskie sklepy, wielu zachodnich dziennikarzy nie chciało uwierzyć, że to prawda.
Chiny odcięły dostęp do Tybetu, a teraz próbują wmówić światu, że Tybetańczycy nie różnią się od innych, ekstremistycznych narodowości walczących o niepodległość. W pierwszej kolejności – Ujgurów. Ten turecki naród jest przez ChRL gnębiony równie mocno, co Tybetańczycy, ale Ujgurzy nie szermują hasłem non-violence i nie mają swojego „papieża”. No i są muzułmanami, co od razu ich kompromituje ich w oczach Zachodu.
Ujgurzy szkolili się w Afganistanie i nadal docierają do plemiennych terytoriów Pakistanu, gdzie obecnie mieści się matecznik Al-Kaidy. Z Xinjiangu jest tam naprawdę niedaleko, a w Guantanamo nadal siedzi kilku ludzi ten narodowości. Chiny ogłosiły całkiem niedawno, że Ujgurzy planowali zamachy terrorystyczne w lotnictwie – wyznała to 19-letnia dziewczyna schwytana przez chińskie służby. Na Zachodzie nikt tego nie skomentował, nie padła bodaj jedna sugestia, że cała historia jest ukartowana. Bo przecież terroryzm to „dżuma XXI wieku”.
Czy zachód kupi bajkę o tybetańskich terrorystach?
To się dopiero okaże. Są niemniej pewne podstawy, by przypuszczać, że dla niektórych obywateli państw Zachodu wszyscy „terroryści” to jedna parafia – Baskowie, Palestyńczycy, Kurdowie, Ujgurzy, Czeczeni, Tybetańczycy…
Niedawno grałem sobie w grę „Generals”. Zaczyna się od terrorystycznego ataku atomowego na Pekin. Przeprowadza go „Global Liberation Army”, taka niby-Al-Kaida. Chińczycy wypierają wroga z Xinjiangu, a potem gonią go po państwach Azji Środkowej. W drugiej części gry, wcielamy się w GLA i dajemy opór Chinom, by w finalnym etapie zdobyć Kosmodrom Bajkonur i ostrzelać świat toksycznymi rakietami.
W etapie trzecim ratujemy świat, jako Amerykanie, niszcząc stolicę GLA. Z bratnią pomocą sił ChRL.
Ta gra nie jest made in China.

PS Dwa słowa o grach
Kilka osób krzywi się na mój przykład z C&C, wytykając, że przecież ludzie poważni nie grają… Odrzućcie kochani fałszywe stereotypy! Otóż grają.
Wyguglajcie sobie choćby prof. Edvarda Castronovę, który wyliczył, że niektóre MMORPG mają PKB per capita wyższy niż Bułgaria albo Rumunia. Poczytajcie sobie o chińskich „farmerach złota” i amerykańskiej grze World of Warcraft, która ma 10 mln graczy, w tym kilka w Chinach…
Gry stają się powoli medium masowym, takim jak kino i telewizja, a najlepsze tytuły dostarczają rozrywki równie wyrafinowanej co erudycyjny kryminał w stylu Umberto Eco. To, że nikt o tym nie pisze, wynika z faktu, że brakuje krytyków, którzy by się za dobrymi grami ujęli.
Gdyby gry były takie niewinne, to chińska cenzura zostawiłaby je w spokoju. Ale wcale tego nie robi…
Cyncynat: znam łacinę na swoje usprawiedliwienie: to „Homo ludens” Huizingi. Chociaż książka jest z lat 30., to doskonale opisuje to, co się wyprawia ze współczesną kulturą. Polecam!











































Tybetańskie lustro…
[...]Obserwuję tą wrzawę z uwagą, ale też z daleko posuniętą rezerwą, wynikającą ze świadomości prostego faktu: historię piszą zwycięzcy… Niestety Tybetańczycy mają pecha[...]…
Chiny – kilka bardzo luźnych refleksji…
[...]Dalajlama dokonał politycznej i ideologicznej wolty po tym, jak CIA cofnęło pomoc dla tybetańskich partyzantów w 1972 roku. Od tej pory zaczyna rozmawiać z Chińczykami ich językiem, deklaruje wiarę ideologię komunistyczną itd. Rozumie…..
[...] Po trzecie, Ujgurzy to muzułmanie, mający w dodatku powiązania z terroryzmem. Łapano ich w obozach szkoleniowych Al-Kaidy w Afganistanie i Pakistanie, część trafiła nawet do Guantanamo. Nic im nie udowodniono, ale USA miały straszny problem, co z nimi zrobić, bo wysłanie ich Chin oznaczałoby wyrok śmieri. Ostatecznie ujgurskich bojowników zgodziły się przyjąć małe państwa w rodzaju m.in. Albanii i Palau. Chiny konsekwentnie grają jednak w Xinjiangu kartą terrorystyczną i świat się na to łapie. [...]