Wirtualna gospodarka c.d.

Ciągnę temat wirtualnej gospodarki i wirtualnej waluty…

Ostatnio wydarzyło się kilka ciekawych rzeczy. Po pierwsze, dodzwoniłem się do Edwarda Castronovy - rozmowę o tym, jak gry i serwisy społecznościowe zmieniają ekonomię można przeczytać w styczniowym numerze miesięcznika Bank (pod światłym naczalstwem Jana Osieckiego).  Po drugie, ciekawy artykuł na ten temat - z perspektywy socjologicznej - ukazał się w Scientific American (str. 68-72).

O obu tekstach rozmawiałem niedawno z Czarkiem Łasiczką w TOK FM (link do empetrójki). W audycji pojawił się również Cezary Fish, który opowiada o kryzysie Second Life’a. Aktualny, wydarzeniowy pretekst do rozmowy też się znalazł - pod koniec stycznia południowokoreański sąd najwyższy uznał, że wymiana waluty wirtualnej na wony jest jak najbardziej legalna. A od września ub. roku takie transakcje obłożone są nawet 10-proc. podatkiem VAT…

Wykrakałem, bo tekst w lipcowym Focusie spuentowałem tak: Wraz z rozwojem wirtualnej rzeczywistości może się zatem okazać, że czarodzieje, elfy czy rycerze jedi będą musieli składać zeznania PIT.

* Wirtualna kasa podbija świat
* Wirtualna kasa c.d.

W strasznych Chinach straszni Chińczycy

Bardzo ciekawy i trochę niepokojący tekst napisał w “Tygodniku Powszechnym” Robert Stefanicki. Teza: Chińczycy wyprą Rosjan z roli dyżurnych szwarccharakterów.

Robert oparł się na jednym kazusie: remake’u “Czerwonego świtu” z 1984 roku. W pierwotnej wersji, film opowiadał o sowieckiej inwazji na Amerykę. W wersji nowej, która ma wejść na ekrany tej jesieni, najeźdzcy na USA są Chińczykami.

To świetny pretekst, by opisać współczesne lęki:

Chiny przerażają innością. Żadna cywilizacja nie była Zachodowi bardziej obca. Starożytni Egipcjanie przyjęli kulturę grecką i rzymską, pierwotni Amerykanie dali się wyrżnąć w pień, muzułmanie wyrośli z judeochrześcijaństwa, z Indusów zrobiono służących. A Chińczycy? Kolonizacja ich nie zmieniła. Mówią i piszą niezrozumiale, jedzą pałeczkami, nie wierzą w Boga i nigdy nie wiadomo, co się kryje za ich służbowym uśmiechem.

Ciąg dalszy nastąpi… »

Śmiech starszej siostry

Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni. Póki co, w wojnie chińsko-guglowskiej najdonośniej śmieje się Starsza Siostra, ordynarna podróbka Google.cn.

Ciąg dalszy nastąpi… »

Bałkanizacja internetu

To problem, o którym mówi się już od kilku lat: zamiast stać się wspólną przestrzenią dla całej ludzkości, internet podzieli los biblijnej Wieży Babel. Rozczłonkuje się na “państewka”, których obywatele będą się odwiedzać rzadko i niechętnie. Albo wcale.

Najciekawszym i najtrudniejszym przykładem “bałkanizacyjnej” tendencji są Chiny (polecam mój tekst na press.pl). Chińska cenzura internetowa buduje bariery nie tylko polityczne i światopoglądowe, ale również… ekonomiczne. Blokując najbardziej pożądane światowe serwisy z YouTube na czele, tworzy luki, które coraz chętniej wypełniają miejscowe przedsiębiorstwa.

Ciąg dalszy nastąpi… »

Aleluja i do Hunanu!

Chociaż z chińskich kin wyprasza się “Avatara”, żeby zrobić miejsce dla krajowego “Konfucjusza”, lokalne władze sprawiły niespodziankę twórcom amerykańskiego filmu. Maczuga skalna, która zainspirowała ekipę Jamesa Camerona, otrzymała w poniedziałek nową, oficjalną nazwę - Góra Aleluja (哈利路亚山).

Chodzi o Pierwszy Filar Południowych Niebios, który - jak uważają Chińczycy - pojawia się nawet na plakacie do filmu. Filar mierzy ponad 200 metrów i jest jedną z najbardziej spektakularnych formacji w rejonie Yuanjiajie w Parku Narodowym Zhangjiajie w prowincji Hunan.

Ciąg dalszy nastąpi… »

Tajemnica kamiennej poduszki

Uwielbiam ludzi, którzy się czepiają. Czasem są upierdliwi, czasem śmieszni, ale nierzadko pozwalają na rzecz spojrzeć z nowej perspektywy. Na przykład jak ten czytelnik, który chce mnie zabić za używanie słowa “poduszka”.

Panu nie spodobało się, że tak określam przedmiot, na którym wedle wszelkiego prawdopodobieństwa składał głowę do spoczynku generał Cao Cao (zdjęcie obok). Pada więc propozycja alternatywna: “podgłówek”.

Fakt, rzeczony kawał kamienia mocno odbiega od zachodnich wyobrażeń na temat intymnego narzędzia do snu. Zimne to, twarde jak diabli. Trudno się na czymś takim powiercić w leniwy poranek. Trudno pod to-to schować książkę. A bitwa na takie jaśki grozi śmiercią lub trwałym kalectwem.

Ciąg dalszy nastąpi… »

Autentyczny chiński hardkor


Ciąg dalszy nastąpi… »

O czym śpiewają utrzymanki

Królowa może być tylko jedna. A w królestwie cantopopu niekoronowaną panią pozostaje Faye Wong, uwielbiana od Tokio po Kunming, od Harbinu po Dżakartę.

Chińskie media nazywają ją czasem tianhou (天后), Cesarzową Niebios. To określenie w tradycji jest zarezerwowane m.in. dla bogini Mazu, ale jak wiadomo Chińczycy zawsze mieli zdrowy dystans to swoich bóstw. Intrygujące, że Faye Wong nie zbudowała swej kariery - jak Madonna, Doda czy ostanio Lady Gaga - na pokazywaniu tyłka, cycków i czego tam jeszcze. Ona naprawdę potrafi śpiewać.

Przyznaję bez bicia: nie przepadam za kantopopem i chińskim popem w ogóle. Za mało w nim werwy, zbyt wiele romantycznego afektu. Piosenki dłużą się niczym partyjne przemówienia i wydają się wtórne, jakby wszystkie je komponował jakiś znużony życiem chałturzysta. Faye Wong uprawia niby ten sam gatunek, ale jej muzyka niesie zachwycającą lekkość.

Ciąg dalszy nastąpi… »

Łyżwiarz wie, po co PiS odkopał Behemotha

Już się wydawało, że PiS przełamał złą passę i zacznie gonić PO. Ostatecznie jednak sondażowa góra urodziła mysz. I pewnie dlatego pomorscy działacze Prawa i Sprawiedliwości przeszli do niewczesnej ofensywy przeciw Księciu Ciemności, co to się z pazurami na Biblię porwał.

Wróbelki za oknem marzną, ale już ćwierkają, że się kampania prezydencka zaczyna. Prawo i Sprawiedliwość ciągle nie może się podnieść po porażce w ostatnich wyborach do parlamentu, więc szuka sposobów na pozyskanie elektoratu dla prezydenta. Niechybnie podkomendnym Jarosława Kaczyńskiego przemówiła do wyobraźni licealna afera krzyżowa we Wrocławiu. O pryncypia i symbole zawsze warto się bić, a walka ta się nigdy nie kończy. Temat - jak znalazł - na wybory.

Paradoksem jest fakt, że do nowej akcji PiS pośrednio przyczyniła się… Doda.

Ciąg dalszy nastąpi… »

Es dla Tygrysa

Papierowy Tygrys startuje w konkursie Blog Roku 2009.

I zaprasza do głosowania.

Aby poprzeć Tygrysa nie trzeba zabierać babci dowodu ani zmieniać kraju. Wystarczyć puścić SMS-a o treści B00097 na numer 7144. Wszystko jest zresztą opisane tutaj.

Kasa z akcji idzie na pożyteczny cel, więc nie ma bólu, że ktoś się na niej upasie. Zresztą jeden es kosztuje tylko 1,22 zeta.

To mniej, niż zupka chińska, czyli polska.

←Starsze