Cywilizacja V: Polacy, czyli gdzie się podziali papież z Wałęsą?

Omawiany już wcześniej na tym blogu film „Historia Polski” Tomasza Bagińskiego jest dostępny w sieci. Teraz każdy może sobie wyrobić zdanie na temat dzieła, które mnie się kojarzy z grą „Cywilizacja”…

Ciąg dalszy nastąpi… »

Wrzód niepamięci

Wygląda na to, że ja i Maria jesteśmy z punktu widzenia chińskich władz groźniejsi, niż Adam Michnik i Helena Łuczywo, bowiem dostali oni wizy na imprezę, na którą mnie odmówiono prawa wstępu. Głowię się nad sensowną interpretacją tego faktu, ale nie jestem w stanie nic mądrego wydedukować.

Żeby było ciekawiej, w sobotę Adam Michnik spotkał się z chińskimi dysydentami i internautami w jednej z pekińskich księgarni. Spotkanie z pewnością przypomniało mu dawne lata: był papierosowy dym i długa rozmowa o tym, jak stawiać czoła reżimowi i prowadzić transformację ustrojową. Podobnie jak majowy wywiad z Dalajlamą (+link), rozmowa była tłitowana, a co celniejsze cytaty były po wielakroć powtarzane w serwisach mikroblogowych. Polski soft power wśród najodważniejszych i najmądrzejszych Chińczyków wzrósł – i z tego trzeba się cieszyć.

Ciąg dalszy nastąpi… »

Beat it?

No i nadszedł gorący weekend. Forum się zaczęło. Beze mnie.

Podobno w chińskim internecie furorę robi powższa przeróbka szlagieru Michaela Jacksona Beat it, co w tłumaczeniu na język plemion znad środkowego biegu Wisły znaczy „Odpuść sobie”:

They told him don’t you ever come around here
Don’t wanna see your face, you better disappear
The fire’s in their eyes and their words are really clear
So beat it, just beat it

Oczywiście nie zamierzam się zastosować do tej rady.

Nigdy nie słuchałem Michaela Jacksona.

:-)

Czarna lista/ Black list/ 黑名单 (3)

Oto informacje i reakcje w naszej sprawie. Bardzo dziękujemy!

Here are reports and reactions concerning our case. Many thanks!

下面是关于我们情况的一些报道和反应。非常感谢!

  • International Press Institute
  • „Gazeta Wyborcza”
  • TOK FM
  • Roy Greenslade, „The Guradian”
  • Edwin Bendyk, „Polityka”
  • Wojciech Rogacin, „Polska The Times”
  • Centrum Monitoringu Wolności Prasy + SDPinformacja
  • Helsińska Fundacja Praw Człowieka
  • Blog Tybet Watch
  • Tibet Post
  • Kontrateksty
  • Voice of Tibet
  • Phayul
  • Scoop (New Zealand)
  • The News (Polskie Radio) + detailed report + headline
  • Radio Student (Lubljana)
  • Czarna lista c.d.

    Bardzo dziękuję za wszystkie listy, komentarze i gotowość do pomocy. Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, więc dzięki, przyjaciele!

    W tej chwili najlepsze co można zrobić, to dalej całą sprawę nagłaśniać. Choćby po to, żeby ostrzec inne osoby zajmujące się Chinami.

    Wczoraj pomogło nam TOK FM i Kuba Janiszewski, z którym rozmawialiśmy o czarnej liście:

    Jeszcze wieczorem Paweł Ziętara streścił tę audycję, a na portalu „Wyborczej” ukazał się artykuł Kasi Wiśniewskiej. Przy okazji wyszło na jaw, że w archiwach GW kryje się jakieś moje przedpotowe zdjęcie, na którym wyglądam niczym – nie przymierzając – Harry Potter po ataku Lorda Voldemorta. Żarty żartami, ale sprawa jest śmiertelnie poważna: gdzieś tam w Pekinie jest Oko, które patrzy, ocenia i reaguje.

    Zawsze pragnąłem widzieć to inaczej, ale w tej chwili nie znajduję innego porównania.

    PS

    Głos w naszej obronie zabrał na swoim blogu Edwin Bendyk z „Polityki”, który niedawno był w Chinach na Expo w Szanghaju. Dzięki!

    Jest też głos Roya Greenslade’a z „Guardiana”.

    Jestem na czarnej liście

    Drodzy Czytelnicy,

    Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu spotkało mnie wielkie „wyróżnienie” ze strony władz w Pekinie. Jak dowiedziałem się w ub. środę (30 czerwca) w warszawskim konsulacie, zostałem wpisany na „czarną listę” dziennikarzy. I tym samym odmówiono mi wizy wjazdowej na terytorium ChRL.

    Dla mnie – a zapewne także dla wszystkich, którzy śledzą tego bloga – jest to zaskakująca wiadomość. Od kilku lat przekonywałem w polskiej prasie, że współczesne Chiny to państwo, z którym trzeba się liczyć; które trzeba rozumieć i znać, najlepiej z autopsji. Broniłem Chin przed nieuczciwą krytyką w czasie olimpiady, popularyzowałem chińską kulturę, zachęcałem do nauki mandaryńskiego.

    Z drugiej strony, pisałem m.in. o uciekinierach z Tybetu, którym strzelano w plecy w czasie ucieczki przez Himalaje; o współprojektancie Stadionu Narodowego w Pekinie, który zbojkotował otwarcie Igrzysk; o cenzurze w chińskim Internecie i o jej gospodarczym wymiarze; o urzędowym zacieraniu pamięci o wydarzeniach pekińskiej wiosny 1989 roku. A ostatnio m.in. przetłumaczyłem internetową rozmowę dalajlamy z chińskim społeczeństwem, przeprowadzoną bez pośrednictwa władz ChRL.

    Teraz – jak się domyślam z zastosowanej wobec mnie sankcji – powinienem „uzupełnić” swoją wiedzę, bo najwyraźniej nie mam zielonego pojęcia o funkcjonowaniu chińskich władz.

    Samokrytyki jednak nie złożę. Zawsze starałem się traktować Państwo Środka – i jego przeciwników – z obiektywizmem. Przekonania, że wykonywałem swoją robotę najlepiej jak potrafiłem, nikt mi nie odbierze. Wejście na czarną listę poczytuję sobie nawet za zaszczyt – spis zagranicznych dziennikarzy i badaczy, których ukarano w podobny sposób, to doborowe towarzystwo.

    Niemniej, sankcja, którą we mnie wymierzono jest bolesna i spada na mnie w trudnym momencie, kiedy jestem zmuszony funkcjonować jako wolny strzelec, bo żadna polska redakcja prasowa, nie potrzebuje stałego korespondenta w Chinach (mają ich tylko media elektroniczne: Polskie Radio i Polsat News). To tak, jakby zabrać rybakowi łódź: może on jedynie patrzeć na morze, ale pożeglować po nim już mu nie wolno. O ile mi wiadomo, jest to w światku polskich mediów sprawa precedensowa. W podobny sposób wyróżniono w ostatnim czasie jeszcze tylko jedną polską dziennikarkę – Marię Kruczkowską z „GW”.

    Jednocześnie dzieje się to wszystko w chwili, kiedy stosunki polsko-chińskie są najlepsze od lat, o czym sam zresztą pisałem. Sukces polskiej ekspozycji na wystawie Expo skłania polskie władze i polskich przedsiębiorców do snucia rozmaitych planów na przyszłość.

    Mam nadzieję, że przykład mój – i mojej koleżanki – stanie się w Polsce przyczynkiem do dyskusji o naszej polityce dalekowschodniej i o obrazie Chin w polskich mediach. Sprawa jest poważna, tak jak poważna jest rosnąca rola nowego mocarstwa. I sprowadza się ni mniej, ni więcej do tego, czy za Wielki Mur będziemy jeździć na kolanach, czy z podniesionym czołem.

    Dzięki za wszelkie komentarze i za śledzenie niniejszego bloga.

    Pozdrawiam,

    Konrad Godlewski

    PS Jeżeli komuś przytrafiła się podobna sytuacja, proszę o kontakt. Informację w naszej sprawie zamieścił International Press Institute w Wiedniu.

    Translatoryka ludowa (odc. 7)

    Wiecie gdzie leży Szenzen? Ja nie wiem, ale się domyślam: gdzieś koło Fenjanu.

    Dawno temu Polacy usłyszeli, że istnieje bratnia Korea Północna. Wszystko oczywiście przez Ruskich, którzy nam tę przyjaźń z KRLD zasugerowali. Ponieważ liczba koreanistów w Polsce zbiegała w owym czasie do analogicznej liczby Marsjan, w kwestii bratnich nazw północnokoreańskich przyjęliśmy pisownię rosyjską. Oni piszą Пхенья́н, no to my zaczęliśmy pisać Phenian (wym. Feńjan!). Jakoś umknęło naszej uwadze, że w rosyjskiej pisowni stało Пхёнъян, więc na chłopski rozum powinniśmy mieć Phionian.

    Ciąg dalszy nastąpi… »

    Towarzysze, czyli „cioty” (odc. 6)


    "Towarzysze" chińscy - jedno z pierwszych zdjęć, które ukazało się w Baidu Photo po wpisaniu słowa "towarzysz" (同志)

    Prasa informowała niedawno o regresie słowa „towarzysz” w Chinach: kierowcom w pekińskich autobusach polecono, by nie mówili tak do młodych ludzi. Dlaczego egalitarne określenie komunistów jest już passé?

    To w zasadzie szczegół i czepialstwo z mej strony, ale jedno z mediów poinformowało, iż Chińczycy przejęli „towarzysza” z ZSRR. Ów szczegół dowodzi jednak, że postrzeganie Chin przez pryzmat środokowoeuropejskiej historii może być mylące. Prawdziwe dzieje tongzhi (同志), czyli chińskiego „towarzysza”, są zaskakuące i z pewnością nadają się do serialu „Jak pisać o Chinach i nie zwariować”.

    Zacznijmy od samej depeszy, której fragment brzmi tak:

    Jak wskazuje agencja Reutera, w przeszłości zwrot „towarzysz”, który chińscy komuniści zaczerpnęli z ZSRR, był w Chinach niemal obowiązkowy. Do dziś tamtejsi liderzy często stosują go w oficjalnych wystąpieniach.

    W Reuterze jest prawie tak samo, ale jak wiemy – prawie robi wielką różnicę:

    Ciąg dalszy nastąpi… »

    Niebezpieczne związki Chinki

    Film, który wygrał ubiegłoroczny festiwal w Locarno, niektórzy odczytali jako metaforę najnowszych dziejów Chin. Ale czy portret  młodej prowincjuszki bez szczęścia do mężczyzn rzeczywiście kryje w sobie aż taką głębię?

    „Chinka” to film bardzo europejski – kameralny, realistyczny i w gruncie rzeczy niezbyt egzotyczny. Młoda dziewczyna imieniem Li Mei wegetuje gdzieś w chińskim interiorze, pracując w przydrożnym barze z bilardem. Kłóci się z matką i umawia na randki z przypadkowymi mężczyznami, nie snując żadnych planów na przyszłość. Dopiero kiedy jeden z adoratorów bierze ją przemocą, Mei zaczyna myśleć o wyjeździe.

    Ciąg dalszy nastąpi… »

    Nowe Gacie w Nowoczesnym Niebie

    Tym razem miałem naprawdę spory problem, który z kawałków przetłumaczyć. Bo Xin Kuzi, czyli Nowe Gacie grają kilka naprawdę fajnych numerów. Oczywiście jeśli nie macie nie przeciwko pop-punkowi, a to gatunek, który można tylko kochać lub nienawidzić.

    Ciąg dalszy nastąpi… »

    ←Starsze